Step by step... :)


To właśnie dziś opowiem Wam o moich kroczkach w kierunku spełniania... siebie :)
Wszystko dzięki niesamowicie prostej metodzie oszczędzania... "Nie wydaję piątek" :) Zaczęło się tak, że w portfelu znalazłam dwie "piątki"... W sumie obok siebie to już dycha... jakieś "zero" jest :) hmm... W listopadzie rozpoczęłam zbieranie.
Od tamtej pory nie wydałam ANI JEDNEJ pięciozłotówki z mojego portfela. Jeśli miałam przy sobie 50zł - ale było w piątkach - to tak jakbym nie miała nic. W ŻYCIU bym nie powiedziała, że miałam przy sobie te pieniądze... gdyby nie słoiczek pewnie wydałabym je na słodycze... tak... znając siebie... na słodycze.
Cel początkowo był zupełnie inny niż ten finalny - chciałam kupić książkę "Modernist Cuisine - The Art and Science of Cooking". Miała swoje plusy - jest BIBLIĄ wiedzy kulinarnej, jest podstawą do wielu eksperymentów, źródłem mnóstwa angielskich słówek (niestety nie ma jej jeszcze w polskim wydaniu) i wszystkie te zalety ciągle uznaję je za aktualne...był jednak jeden wielki minus - kosztowała ponad 2 tysiące złotych....ale ten oto minus zamierzałam zniwelować moją zbiórką. :) Z czasem podnoszenia się Poziomu Piątek (PP) pomysłów na przeznaczenie słoiczkowej kwoty przybywało - miały być kursy, szkolenia, fiu... bździu.... albo aparat (?) - ten pomysł urodził się niedługo po narodzinach "Garów" i trafił do mnie najbardziej - dzięki temu można przecież tworzyć, tworzyć, tworzyć... :) Pomysł zaakceptowany... PP - jak trzeba - IDEALNIE!


I tak też widzicie... 100 zł... 500 zł... 1200 zł... 2000 zł... 2600 zł... i zadowolona ja z moim aparatem :)
A teraz Wam pokażę kilka słodkich, słonecznych zdjęć z ostatniego dnia...

truskawki tak małe, że aż poziomkowe


...I pójdę na spacer, i posłucham jak w głowie dzwoni mi głośne i wyraźne:
"Trzeba działać... bez działania nie ruszysz z miejsca - a czas i tak upłynie..."

Do zobaczenia! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz