Oscypki!


Jak wyjeżdżałam w góry to miałam napisane na czole "chcę robić oscypki". To był dla mnie główny cel tego wyjazdu i mimo, że nie do końca w to wierzyłam... udało się!
Cynk dostałam na ulicy - od sprzedawcy oscypków. Powiedział gdzie mogę szukać bacówki.
Pojechaliśmy i... zamknięte... nikogo nie ma... Wróciliśmy do sprzedawcy i okazało się, że między 13-tą a 16-tą odbywa się dojenie owiec. OK! Wracamy dnia następnego - godzina 12:00 - jest baca! Zaprosił nas na popołudnie... Wróciliśmy - po raz kolejny... :)

W wielkiej bali stało mleko - baca dodał do niego podpuszczkę i tak sobie "odstawało" przez ponad 30 minut. Później zbierał bundz (twaróg z owczego mleka), rozdrabniał w dłoniach i formował przy pomocy blaszanego kubka - taka serowa kula lądowała w zebranej wcześniej serwatce i drugi baca formował je odciskając serwatkę. Wszystko powoli nabierało kształtów i lądowało na wędzarni, którą stanowiły drewniane półki pod stropem bacówki... Całe pomieszczenie wypełniał dym, który niemiłosiernie szczypał w oczy, jednocześnie przepełniając oscypki swoim aromatem.

Serwatka, która zostawała po całym procesie produkcji była odstawiana i tak powstawała żentyca - fermentowany napój z serwatki z mleka owczego. Ma specyficzny i bardzo ciekawy smak - kwaśna - nieco podobna do zsiadłego mleka, tyle, że płynna, z pianką i bardziej tłusta. Ja jednak nie umiałam pić tego w takim tempie jak tamtejsi górale. W bacówce na wejściu baca częstuje każdego znajomego górala - każdy lubi to pić - rekordziści ponoć nawet 7 kubków pod rząd! :)

W tym wszystkim jest tylko jedna smutna rzecz - bacowie, których spotkałam nie mają młodych następców. Nikt nie uczy się tradycyjnej technologii wyrobu oscypków, a oznacza to mniej więcej tyle, że moje dzieci prawdopodobnie nigdy nie poznają smaku "prawdziwego oscypka" - będą mieć dostęp jedynie do produktu z masowej produkcji - pasteryzowanego i wędzonego natryskowo...

Żentyca

Na początku sierpnia na Podhale mają dotrzeć owce z Rumunii - wędrują od maja... przez Ukrainę, Słowację jakieś 1200 km i jest ich około 300 w jednej grupie! Niesamowite... Baca nam powiedział - w końcu spędziliśmy u niego pół dnia :)

Możecie poczytać więcej o serach góralskich wchodząc tutaj.

Życzę Wam dużo słońca! :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz