Holly SUNday... czyli krem z kury z curry


Wczoraj po serii egzaminów/zaliczeń (jak zwał - tak zwał...) z uwagi na przemęczenie ciała i ducha - poczułam ogromna ochotę na warzywa... na warzywne "coś"... Krem z brokułów! Ooooo tak... z grzankami, albo groszkiem ptysiowym...
Cel - kupić brokuły.
Przeszkody - kompletny brak brokułów.
Działanie - zakup 2 kg młodej marchwi.

Uszkodzenia poboczne - jeden rozbity jogurt (jeden, ale na pół sklepu....)
Efekt...
Przecież nie zawsze wychodzi tak jak zaplanowaliśmy. W zasadzie to mało kiedy tak wychodzi :) życie robi nam niespodzianki i jedyną, najwyższą prawdą jest to, że trzeba umieć się nimi cieszyć. Ja tam się cieszę - zupa - mimo, że nie była brokułowa - smakowała bosko... Użycie czasu przeszłego nie jest przypadkowe - nie ma już po niej śladu.
Swoją drogą - to ciekawe, że czuję "potrzebę warzyw" wtedy kiedy czuję się ciężka, zmęczona i bez sił. Potrzebuję siły = potrzebuję warzyw. Warzywa = energia i siła... hmm...


Krem z marchwi i kury z curry

Składniki:
4 udka kurczaka
ok 1,5 kg młodej marchwi
woda
goździki
liście laurowe
ziele angielskie
curry w proszku
imbir
pieprz cayenne
sól
pieprz

Udka umyj i zalej wodą. Dodaj ziele angielskie, liść laurowy, goździki i dużą szczyptę curry. Gotuj ok. 20 minut w celu uzyskania wywaru. Wywar odcedź do garnka. Udka obierz i wrzuć mięso do garnka z wywarem. Marchew umyj i pokrój w kostkę - wrzuć do wywaru i gotuj do czasu, aż marchewka będzie miękka. Po uzyskaniu odpowiedniej miękkości - zmiksuj zupę za pomocą blendera i dopraw szczyptą imbiru, pieprzu cayenne, dużą ilością curry, a solą i świeżo mielonym pieprzem - według własnego uznania :)
Smakuje pysznie ze świeżym estragonem lub kolendrą i bagietką z masłem czosnkowym!

Répétition!
Zupę z marchwi gotujemy na wywarze mięsnym ze względu na przyswajalność karotenu, który jest rozpuszczalny w tłuszczu - np. z kurzych udek :)

Życzę Wam dużo słońca,
Do zobaczenia! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz